niedziela, 25 czerwca 2017

Wakacje bez nudy!

Nareszcie kochani. Wakacje! Ja już miałam dosyć tej szkoły, nauki i stresu. Teraz zasłużony odpoczynek. Nie można zmarnować tych dwóch miesięcy. Myślę, że większość z was ma już jakieś plany. Ja tylko lipiec mam cały zajęty, ale nie pozwolę, żeby w sierpniu wkradła się nuda. I wy też na to nie pozwólcie! Przygotowałam dla was parę pomysłów jak miło spędzić czas. Może komuś pomogę.

1. Wyjazd Do Energylandii
Myślę, że słyszeliście o tym parku rozrywki. Ja byłam tam rok temu i powiem wam, że warto. Jest naprawdę super zabawa i dla każdego się coś znajdzie. Bilet jest do najtańszych nie należy, ale przez to każda atrakcja jest "darmowa". Można spędzić tam naprawdę miły dzień i poczuć adrenalinę.

Znalezione obrazy dla zapytania energylandia

2. Basen
Niestety pogody przez całe 2 miesiące nie mamy gwarantowanej. Gdy trafi się jakaś brzydka, dobrym pomysłem jest wypad na basen. Nie zawsze mamy na to czas w roku szkolnym, a w wakacje mamy go czasem aż za dużo. Ja na pewno wybiorę się na basen, gdy tylko pogoda się popsuje i wam też polecam trochę się poruszać w wodzie ze znajomymi niż marnować czas na nudę w domu.



3. Świat Gąbek
To w sumie się tak nie nazywa, ale ja wymyśliłam sobie taką nazwę dawno temu i tak zostało. Mam tu na myśli trampoliny, z których można skakać gdzie się chce, bo wszędzie jest miękko. I jest taki wielki basen z gąbkami. Muszę się tam koniecznie wybrać, bo lubię aktywne i zabawne spędzanie czasu. Was też zachęcam.



4. Wyjazd nad morze lub na Mazury
Ja w tym roku wybieram się na Mazury ze znajomymi i w sumie już w tym roku byłam tam. Tam jest taki cudowny klimat, spokój, można sobie odpocząć i cieszyć się otoczeniem. Posiedzieć na pomoście, pomoczyć nogi.... ahhh.... Rozmarzyłam się. Nad morzem byłam niejednokrotnie, ale nad Polskim mi się tak średnio podoba. Ale mimo wszystko "Gotowana kukurydza! Orzeszki w karmelu!" dobrze mi się kojarzy. Taki wjazd może naprawdę odprężyć i dzięki niemu można się odstresować i zapomnieć o problemach.




5. Piknik
Jeśli nie macie możliwości gdzieś jechać, to zawsze można robić coś tam gdzie mieszkacie. Piknik jest według mnie dobrym pomysłem. Zróbcie kanapki, kupcie truskawki lub inne owoce, weźcie koc, kogoś bliskiego i cieszcie się chwilą. Wsłuchajcie się w śpiew ptaków, a przy okazji zjedzcie jedzenie, które przygotowaliście.



6. Festiwal kolorów
Podczas wakacji, miasta często wymyślają jakieś atrakcje dla mieszkańców. Często i w wielu miastach jest organizowany festiwal kolorów. Polega to na rzucaniu się kolorowymi proszkami i każdy wychodzi z tego brudny. Nigdy na tym nie byłam, ale bardzo chciałabym się wybrać. Byliście kiedyś?



7. Bitwa na balony z wodą
Jest to idealny pomysł na szybką zabawę w upał. Wystarczy zebrać paru znajomych, kupić balony i wlać do niej wodę. W gorący dzień będzie to na pewno ulga, a przy okazji duża frajda, nawet dla dorosłych ;)



8. Kręgle
Kolejny pomysł na spędzanie czasu w brzydką pogodę. Gra w kręgle nie jest jakoś specjalnie trudna, ale ja jakoś nie umiem. Dlatego przydałoby się pojechać do kręgielni i poćwiczyć. Im więcej osób tym lepsza zabawa i można ze sobą o coś rywalizować. Na pewno lepszy pomysł niż oglądanie "Dlaczego ja".



9. Zoo
Ostatni raz w zoo byłam, gdy byłam małą dziewczynką. Fajnie by było znowu zobaczyć te wszystkie zwierzęta i pospacerować. Zoo nie jest atrakcją tylko dla dzieci, bo i młodzież może się dobrze bawić i spędzić ciekawie czas



10. Festiwal muzyczny
W okresie wakacji jest organizowanych wiele festiwali muzycznych. Ja miałam jechać na hip-hop festiwal 3 sierpnia, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i wybraliśmy Mazury. Ale mimo wszystko pojechałabym. To są naprawdę fajne, ciekawe eventy, na których miło spędzicie czas.



___________________________

INSTAGRAM : KLIK

niedziela, 4 czerwca 2017

Kobiety lubią kupować kosmetyki

Dawno się do was nie odzywałam. Przepraszam i mam nadzieję, że mnie nie opuściliście. Miałam dosyć intensywny miesiąc i przyznam szczerze, że nie miałam siły na pisanie postów. A teraz, gdy mam chęć i motywację, skończył mi się internet i męczę się teraz na telefonie.
Przyszłam do was z kolejnym haulem i znowu z Cocolity. Wy też macie swoje ulubione sklepy internetowe, do których macie zaufanie? Jak dało się zauważyć kosmetyki zamawiam właśnie stamtąd.

Jak widzicie zawartość paczki nie jest jakaś bardzo wielka. Nie zdążyłam też wszystkiego przetestować. Ogólnie jestem zadowolona z zakupów, ale nie oszukujmy się, kobiety lubią kupować kosmetyki.

Zacznę może od pudru, bo właśnie jego nie przetestowałam. Ale dam wam znać co o nim sądzę na instagramie więc koniecznie mnie zaobserwujcie. Jest to dokładnie Manhattan Soft Compact Powder w kolorze 3 - beige. Nie ma go w ofercie Cocolita, ale kupiłam go w Rossmannie na promocji, więc dosyć dawno temu. Za dużo o nim napisać nie mogę. Jest w komplecie z gąbeczką. Opakowanie jest bardzo lekkie i myślę, że również bardzo delikatne, więc nie będę zdziwiona jeśli mi się połamie. Zawiera 9g prosuktu. Jestem ciekawa jak się sprawdzi w praktyce.



Kolejnym produktem, tym razem już z Cocolity jest Golden Rose Brush Cleanser. Jest to fioletowy płyn w buteleczce o pojemności 125ml. Nie ma jakiegoś specjalnego zapachu. Kupiłam go, ponieważ miałam problem z domyciem kilku moich pędzli. Jestem z niego zadowolona. Domył nawet najbrudniejsze pędzle. Trochę trzeba się namęczyć, żeby dokładnie oczyścić pędzle, ale warto. Koszt tego produktu to 13,90 zł.

Pędzel Beauty Crew o numerze BCE - 75 kosztował 6,90zł. Koniecznie go potrzebowałam, ponieważ męczyłam się z pędzelkiem do brwi dołączonym do mojej paletki. Ten jest dla mnie idealny. Ma dosyć miękkie włosie, dobrze ścięte. Łatwo i przyjemnie się nim maluje. Jak na mój pierwszy pędzel do brwi, jest dobry.


Lubię testować nowe kosmetyki, a że nie maluję się od wielu, wielu lat, nie jestem jeszcze aż tak obeznana. Dlatego możecie się śmiać, ale kupiłam moją pierwszą bazę. Jest to baza Catrice Prime & Fine. Kosztowała 18.90 zł. Opakowanie jest białe, matowe o pojemności 30 ml. Sama baza jest to baza matująca. Ma dosyć rzadką konsystencję i dzięki temu łatwo się rozprowadza po twarzy. Nie ma charakterystycznego zapachu. Jak już wspomniałam to mój pierwszy tego typu produkt, dlatego nie mam porównania, ale ja jestem zadowolona. Makijaż jest utrwalony, wytrzymuje całonocne imprezy. Nadaje też matowego wykończenia, więc jak dla mnie jest na plus.


Ostatnim produktem jest matowa pomadka z Golden Rose. Dokładnie jest to numerek 13. Nie będę wiele o niej pisała, ponieważ planuje oddzielny post z moją kolekcją matowych pomadek, ale ja bardzo lubię te z Golden Rose. To moja 3 pomadka z tej firmy i jestem naprawdę zadowolona. Jest trwała i nie trzeba jej często poprawiać. A dodatkowo ma piękny kolor. Kosztuje 19.90 zł




_________________________

INSTAGRAM : KLIK

niedziela, 7 maja 2017

Porównanie podkładów | Revlon VS Manhattan

Lubię testować nowe podkłady, ponieważ szukam swojego ideału. Już o kilku mogliście poczytać na moim blogu. Dziś przychodzę do was z porównaniem podkładów, w które ostatnio zainwestowałam.



Pierwszym z nich będzie Revlon Colorstay. Myślę, że słyszeliście o tym podkładzie. Ja go kupiłam na stronie Cocolita i kosztował niecałe 30 zł. Mój to konkretnie kolorek 110 IVORY, czyli jeden z tych jaśniejszych, o ile nie najjaśniejszy. Jest przeznaczony dla cery tłustej i mieszanej. Posiada formułę SoftFlex, która została opatentowana przez firmę Revlon. Zawiera udoskonalone polimery, które ułatwiają aplikację oraz wpływają na zwiększenie poczucia komfortu. Podkład hipoalergiczny i bezzapachowy. Mocno kryjący, dzięki niemu ukryjesz wszystkie niedoskonałości i wypryski. Beztłuszczowa formuła podkładu nie zatyka porów. Podkłady posiadają filtr SPF15. Podkład utrwala się w ciągu 60 sekund.

Jest w szklanym opakowaniu z pompką. Pokrywka, tak samo jak pompka dosyć łatwo się brudzi, ale jeśli komuś bardzo to przeszkadza, to będzie dbał o schludność. Produktu jest 30 ml.
Ma dosyć rzadką konsystencję i całkiem ładny zapach. Największym plusem dla mnie jest to, że bardzo łatwo się rozprowadza. Parę ruchów pędzlem i podkład nałożony. Jestem naprawdę zachwycona. Nie pozostawia smug i idealnie kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, czasem nawet nie ma potrzeby używania korektora. Nie ściera się szybko z twarzy, wytrzymuje ciężki dzień w szkole. 





Drugim podkładem jest Manhattan Perfect Cover Make Up. Dorwałam go na promocji w Rossmannie. Normalnie kosztuje około 40 zł, ale uważam, że nie jest wart swojej ceny. Mój to kolorek 20 SOFT BEIGE i wiem, że jest o wiele ciemniejszy niż poprzedni, który opisywałam, ale ciężko jest znaleźć idealny kolor do mojej cery, dlatego troszkę mieszam, tworząc własny kolor. 

Opakowanie jest twarde, plastikowe i jak widać - czarne. Nakrętka szczelnie się zamyka. Produkt należy wycisnąć z "dzióbka". Jest całkiem gęsty i ma przyjemny zapach. Nie rozprowadza się go aż tak łatwo, ale wielkiego problemu z tym nie ma. Jest całkiem trwały i nie tworzy efektu maski, jednak krycie, według mnie, ma słabe. Trudno zakryć przebarwienia twarzy, nie mówiąc już nic o niedoskonałościach. Ale za to jest trwały i dostosowuje się, w miarę, do kolory skóry. Nadaje twarzy gładki, naturalny wygląd, więc jeśli ktoś nie ma zbyt dużych problemów z cerą, może spokojnie w niego zainwestować.





Porównując oba produkty, muszę przyznać, że Revlon wygrał. Pomiędzy nimi jest bardzo duża różnica w odcieniach, ale tak jak wspomniałam, robię własne mieszanki, a poza tym w wakacje będę miała o wiele ciemniejszą cerę niż teraz. Oba opakowania mają pojemność 30 ml, a na pierwszy rzut oka ten z Manhattanu wydaję się o wiele mniejszy. 



_____________________________

INSTAGRAM : KLIK