niedziela, 13 stycznia 2019

Studia - moje pierwsze odczucia

Mimo że nie skończył się jeszcze pierwszy semestr, a przede mną pierwsza sesja, już coś tam o studiowaniu wiem.
Wiem, że każdy przeżywa ten czas na inny sposób. Niektórzy nie muszą się wcale przeprowadzać, bo mieszkają w pobliżu uczelni, inni znajdują mieszkanie lub akademik, ponieważ rodzinny dom znajduje się w odległości 400 km.



Ludzie twierdzą, że na studiach jest luz. Że chodzisz tylko na te zajęcia, na które masz ochotę, a na zaliczenie, czy egzamin po prostu weźmiesz od kogoś notatki. Prawda jest taka, większość zajęć jest obowiązkowa i obecność ma znaczenie. Jeśli nawet na jakiejś uczelni wykłady nie są obowiązkowe to na pewno niektóre z nich będą na tyle ważne, że po prostu lepiej na nich być.
Ja mam tak rozplanowane zajęcia, że na początku semestru mam nawał, siedzę na kampusie od 9 do 18, ale powoli niektóre z przedmiotów mi się kończą i aktualnie, przed sesją, mam zajęcia tylko w czwartki od 8 do 13:30. Resztę czasu mogę poświęcić na naukę.
Aby poradzić sobie na studiach trzeba pamiętać o terminach. To nie jak w szkole, że nauczyciele za tobą biegają i pilnują, żebyś coś poprawiła. W przypadku studiów sama musisz o to zadbać, bo pan/pani profesor nie będą się tym przejmować. Ogólnie o wszystkie sprawy trzeba zadbać samemu.
Jedynym „luzem” jest to, że chodzisz na zajęcia lub nie jedynie na własną odpowiedzialność. Nie ma takiej presji ze strony rodziców czy nauczycieli jak w szkole. Tutaj uczysz się i uczęszczasz na zajęcia na własną odpowiedzialność. Byłaś - super, nie byłaś - twój problem. Osobiście uważam, że lepiej być na większości zajęć, ale przedmioty typu „zapchajdziury” sobie odpuściłam. Byłam kilka razy, ale na ogół wolałam zostać w mieszkaniu i zrobić coś pożytecznego. Mimo że na nich nie bywałam i do tego jak już byłam to nie robiłam żadnych notatek, bo takiego przynudzania nie da się nawet słuchać, to bez problemu wszystko zaliczyłam. Akurat jeśli chodzi o „zapchajdziury” to wykładowcy odpuszczają i nie trudno jest dostać to „zal” na karteczce.



Osoby, które nie mieszkają w pobliżu uczelni i muszą się przeprowadzić, powinny liczyć się z wielkimi zmianami w życiu. Ja należę do tej grupy osób. Musiałam wyprowadzić się z rodzinnego domu i zamieszkać w odległości około 160 km. Połączenie autobusowe mam okropne, dlatego do domu wracam stosunkowo rzadko. Żeby wrócić do domu muszę trochę kombinować, szukać osób, które przypadkiem nie wracają i by nie mogły mnie zabrać. To samo, żeby wrócić do mieszkania. Myślałam, że wyprowadzka z rodzinnego domu będzie czymś co mi się spodoba. Jest zupełnie inaczej, zwłaszcza kiedy już tak żyję 4 miesiące. Brakuje mi tego, do czego się przyzwyczaiłam czyli do mojego pokoju, mojego własnego łóżka, obecności rodziców i brata, ciepłych, domowych posiłków. Ale wiem, że już nigdy na stałe tam nie wrócę. Mój pokój jest mniej mój od kiedy niektóre rzeczy wzięłam ze sobą do mieszkania i podczas każdych odwiedzin mam w głowie wciąż to, że zaraz znów wracam do samotności.
Samotność. Najgorsze uczucie na świecie. Każdy inaczej to odczuwa na studiach. Mnie to prześladuje. W domu czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że w razie potrzeby mam rodziców, rodzinę, chłopaka. Tu jestem zdana na siebie. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc i pocieszenie. Nie każdego musi to spotkać. Np kiedy studiujesz blisko rodzinnego domu albo bliskiej ci osoby, na której wiesz, że możesz polegać.



Podsumowując, aby studiowanie było przyjemne, trzeba lubić zmiany lub umieć się z nimi oswoić. Niektórzy nawet takich zmian chcą. Jak wspomniałam na początku, każdy przeżywa to na inny sposób. Jak wszystko, studiowanie ma plusy i minusy. Od ciebie zależy czego będzie więcej.
W razie pytań dotyczących studiów, pytaj. Odpowiem w komentarzach, ale możesz także napisać na maila. Jeśli pytań będzie dużo, zrobię Q&A.

____________________________


5 komentarzy:

  1. Bardzo fajny wpis. Ja już jestem na studiach 1,5 roku. Dużym plusem jest posiadanie bliskiej osoby, bez niej jest bardzo ciezko. Mam szczęscie mieszkać z osoba z którą znam sie ponad 13 lat. Daje poczucie bezpieczenstwa i troszczymy sie o siebie. Moim zdaniem najgorsza jest ta samotność. Dużo osób na uczelni ma juz swoj świat, swoje życie, a wyjścia przynajmniej u mnie są grupowo rzadko. Każdy rozchodzi sie w swoja strone i wraca sie do domu. Jest to spora zmiana i trzymam kciuki za wszystkich co odbywają ten etap w życiu samotnie, nie jest to przyjemne i łatwe. Ja na asymialcje w mieszkaniu by czuć prawie dom potrzebowałam około roku. Powodzenia misiek w dalszej drodze ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uczelniane zycie jest wspaniałe ale jednak ciężkie w cholerę :)

    Zapraszam https://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie jestem na studiach, ale na studium i u mnie jest podobnie jeśli chodzi o przedmioty, które zapychają dziurę (np mikrobiologia) i na szczęście w tym samym mieście. Nie wyobrażam sobie opuścić miasto bez ukochanej osoby przy boku. Życzę Ci wytrwałości!

    http://abonentpozazasiegiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Skończyłam studia już 6 lat temu, ale strasznie tęsknię za tymi czasami. TO był naprawdę luz.. w porównaniu z pracą.. gdzie ma się tylko 20 dni urlopu w roku.. Na studiach owszem chodziło się na różne przedmioty - obowiązkowe bądź nie, ale jak się nie poszło (co często praktykowałam, chodząc na wagary:P), spokojnie odrabiałam je na konsultacjach. Nauki było full, ale sobie radziłam, prowadząc też życie prywatne. Mieszkałam w akademiku i to był najpiękniejszy czas mojego życia, bowiem poznałam kilka przyjaciółek, z którymi mam kontakt do tej pory. Nigdy nie byłam samotna, a do domu nie chciało mi się wracać, połączenie też miałam okropne, musiałam najpierw tłuc się pociągiem, a potem zapchanym autobusem 2 h, nierzadko stojąc blisko zemdlenia. Polecam też wymianę Erasmus, pojechałam na pół roku do Niemiec i to dopiero była przygoda! :) Jak cudownie powspominać te studenckie podróże czy imprezy. Ah... a teraz tylko praca i praca i ten wyścig szczurów, stres i nic więcej...

    OdpowiedzUsuń


  5. In Chinese people's concept,Replica Breitling luxury is almost equivalent to greed, extravagance and waste.In fact, in the economic sense,Hermes handbags luxury is actually a kind of high-end consumption behavior, and there is no praise or criticism for it.From the perspective of social significance, it is an improvement of personal taste and quality of life. Economics defines luxury as an item where demand for it increases faster than income.It can be anything from ginseng to designer Swiss watches to luxury cars.





    OdpowiedzUsuń